#ad

Spedycja i transport wracają na drogi

Spedycja i transport wracają na drogi

W obliczu lockdownu sektor transportu i spedycji uległ zamrożeniu. Dziś jednak, zamiast o stratach, stagnacji i katastrofie, coraz częściej mówi się o szansie, jaką lockdown dał branży i o impulsie do rozwoju.

Katarzyna Syta

W obliczu lockdownu sektor transportu i spedycji uległ zamrożeniu. Dziś jednak, zamiast o stratach, stagnacji i katastrofie, coraz częściej mówi się o szansie, jaką lockdown dał branży i o impulsie do rozwoju. Zarówno ci, którzy dostosowali się do nowych realiów, jak i ci, którym w zupełnie innej sytuacji nie udało się odnaleźć, z pandemii wyciągną cenne wnioski. „Krwiobieg polskiej gospodarki wreszcie wraca do normalnego funkcjonowania”, prognozują eksperci.

 

 

 

Pierwszy przypadek koronawirusa odnotowano w Polsce 4 marca. Dziewięć dni później Ministerstwo Rozwoju, wspólnie z Głównym Inspektorem Sanitarnym, opublikowało szereg zaleceń dla branży TSL. W czternastu punktach znalazły się rekomendacje dotyczące m.in. higieny kaszlu i kichania, utrzymywania bezpiecznego dystansu, promowania mycia i dezynfekcji rąk czy zrezygnowania z bezpośredniego kontaktu z klientem na rzecz komunikacji przez telefon czy e-mail.

 

Kryzys, którzy odczuli wszyscy

Jednak trudności sektor zaczął odczuwać na długo przez oficjalnymi rekomendacjami ze strony resortu.

– Zalecenia i obostrzenia, owszem, były potrzebne, ale patrząc na branżę w makroskali, kryzys rozpoczął się już w 2019 roku. Polska jeszcze ledwo odczuwała napiętą sytuację, ale w Chinach bardzo powoli i stopniowo odmrażano gospodarkę, już wtedy mocno dotkniętą przez COVID-19, co z kolei przełożyło się na problemy ze szlakiem transportowym między Azją a Europą czy Stanami Zjednoczonymi. Późniejsze sukcesywne odcinanie połączeń lotniczych jeszcze bardziej pogłębiło problem – analizuje Katarzyna Syta, prezes zarządu, KAES Logistics. To zrodziło mnóstwo obaw, bo cały sektor transportu drogowego nie bez powodu nazywany jest krwiobiegiem polskiej gospodarki – na koniec 2017 roku stanowił on 7% udziału w wartości polskiego PKB.

Problemy z łańcuchem dostaw błyskawicznie zaczęły się przejawiać także w skali mikro. Firmy, polegające na dostawach produktów czy półproduktów z Chin, stanęły na skraju bankructwa, a co za tym idzie, popyt na usługi kurierskie czy transportowe uległ znacznemu zmniejszeniu. Nie inaczej było z przewozu osób – z danych Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych wynika, że przez pandemię transport pasażerski na trasach międzynarodowych uległ zmniejszeniu o – uwaga – 97%. Kłopoty ze stabilnością na rynku zaczęły mieć też sklepy wielkopowierzchniowe – dyskonty, markety czy hipermarkety. W najgorszym położeniu znalazły się te zlokalizowane w galeriach handlowych, zamkniętych z powodu lockdownu.

– Trudno było cokolwiek przewidywać, wszyscy w jakimś stopniu odczuliśmy ten kryzys. Jednego dnia markety czy sklepy przeżywały istne oblężenia, drugiego zaś konsumenci – ze strachu przed wirusem, ale także przez zapobiegliwość i korzystanie z zapasów – rezygnowali z zakupów. Wobec tego trudno o automatyzację dostaw i umiejętne oszacowanie zapotrzebowania na produkty przez operatorów – podkreśla Katarzyna Syta. – To tylko pokazuje, jak ogromne znaczenie ma dla prawidłowego funkcjonowania handlu ma stabilna, dobrze funkcjonująca spedycja. Bez niej nie byłoby to możliwe.

 

Izolacja napędziła e-commerce

Przekonali się o tym także klienci detaliczni – zwłaszcza ci, którzy w okresie lockdownu i długotrwałej izolacji przekonali się do zakupów internetowych. Gałąź e-commerce w trakcie kryzysu wyraźnie „odbiła”, choć trzeba przyznać, że i bez niego radziła sobie świetnie. Urząd Komunikacji Elektronicznej szacuje, że w 2021 roku wartość sektora w Polsce wzrośnie do 70 miliardów złotych, podczas gdy w 2018 wynosiła ona około 45 miliardów. Lockdown stworzył internetowym zakupom idealne warunki. W przypadku zakupów ubrań czy elektroniki zabrakło konkurencji w postaci sklepów stacjonarnych, w tym tych zlokalizowanych w galeriach. Z kolei, jeśli chodzi o e-groceries, czynnikiem motywującym do internetowych zakupów spożywczych stała się niechęć i strach przed wyjściem do sklepu.

Rynek szybko zareagował. Internetowy sklep Frisco.pl zaczął przyjmować zamówienia z miesięcznym wyprzedzeniem, restauracje – proponować dowóz jedzenia, do tej pory w wielu lokalach nieoferowany, sklepy internetowe wprowadziły opcję free delivery, a firmy z branży spedycyjnej – np. InPost czy DPD – w katalogu usług umieściły dostawę bezkontaktową. O wzroście obrotów z handlu e-commerce w okresie pandemii informowały już m.in. Komputronik. Sytuacja zaskoczyła wszystkich, ale tylko niektórzy okazali się na tyle elastyczni, by zagrożenia i ograniczenia przekuć w nowe pomysły i rozwiązania.

 

Praca zdalna, szerokie portfolio i troska o przyszłość

Jednym z tych rozwiązań jest przejście przez firmy z branży TSL na system pracy zdalnej. Wymaga to rzecz jasna, odpowiedniego zaopatrzenia w odpowiedni sprzęt, oprogramowanie, narzędzia czy szeroko pojęte zaplecze informatyczne. Trzeba jednocześnie pamiętać o tym, że transformacja modelu pracy nie dokonuje się w ciągu dnia czy dwóch, ale jest stopniowym procesem, wymagającym konsekwencji i sukcesywności. W praktyce oznacza to przecież przeniesienie większości zasobów firmy z jej siedziby do sieci.

To prowadzi do kluczowego wniosku, który każda firma sektora TSL, dotknięta koronakryzysem, wyciągnie: trzeba być zapobiegliwym i przygotowywać się na trudniejsze czasy.

– Bez cienia wątpliwości lockdown wiele nas nauczył. Nikt nie potrafi przewidzieć, czy nie grozi nam kolejna fala zachorowań i drugi, być może jeszcze głębszy, kryzys, który zniesiemy jeszcze gorzej. Dlatego należy być na to odpowiednio przygotowanym: z jednej strony maksymalnie dywersyfikować katalog usług. A więc unikać wąskiej specjalizacji na rzecz poszerzania wachlarza oferty – im bardziej zróżnicowaną flotą i portfolio klientów dysponujemy, tym mniejsza szansa na bolesne odczucie kryzysu. Jeśli jakaś branża wzrasta, to dzieje się to kosztem innej. Z drugiej strony trzeba robić wszystko, by gromadzić rezerwy, czy to w postaci dodatkowych środków pieniężnych, czy też innych aktywów. Na ciężkie czasy lepiej się przygotować. Nawet, jeśli nie nadejdą – podsumowuje Katarzyna Syta z KAES Logistics.

 

 

 

Z tej samej kategorii

Zaufali nam

Masz pytania? Skontaktuj się!

Masz pytania dotyczące branży? Nurtuje Cię jakiś temat? Masz ciekawego newsa, lub pomysł na artykuł? Chciałbyś pojawić się na łamach TSL Biznes? Napisz do nas a my skontaktujemy się z Tobą!