Bądź na bieżąco – informator branżowy
Zapisz się na newsletter TSL Biznes i otrzymuj najnowsze informacje z branży oraz premierowe, bezpłatne e-wydania czasopisma TSL Biznes.

Podczas gdy polskie pociągi pasażerskie pękają w szwach i przewożą coraz większą liczbę osób, transport towarowy odnotowuje systematyczne spadki. Opublikowane właśnie dane za 2025 rok są alarmujące. Eksperci zwracają uwagę, że bez systematycznego wyrównania szans między torami a drogami oraz odejścia od dominacji węgla, polska gospodarka straci swoją szansę na nowoczesną logistykę.
Sytuacja na polskiej kolei przypomina obecnie dwa odrębne światy. Z jednej strony sektor pasażerski w 2025 roku osiągnął spektakularny sukces – według danych Urzędu Transportu Kolejowego (UTK) z pociągów skorzystało niemal 439 mln osób. To najwyższy wynik od 30 lat i wzrost o blisko 8% w stosunku do roku poprzedniego. Z drugiej strony sektor cargo zanotował najsłabszy wynik od ponad dekady. Masa przewiezionych towarów spadła o 2,6% rok do roku, osiągając poziom zaledwie 217,8 mln ton.
Stagnacja w cargo
– Sytuacja na kolei towarowej zdecydowanie nie jest dobra, w najlepszym razie możemy mówić o stagnacji – nie pozostawia złudzeń Adrian Furgalski, przewodniczący zarządu Railway Business Forum (RBF) i prezes Zespół Doradców Gospodarczych TOR. Zdaniem eksperta niezbędny jest pilny, całościowy plan ratunkowy dla rynku cargo.
– W przewozach pasażerskich mamy rekordy właściwie w każdym miesiącu, tu idziemy ostro do góry, natomiast chyba zapomnieliśmy o rynku przewozów towarowych – podkreśla Furgalski. – Nie sądzę, żeby się można było pocieszać, że w wielu krajach Europy Zachodniej te spadki są, bo my mamy podstawowy problem, który nas odróżnia. Tym problemem jest fakt, że polska kolej towarowa wciąż tkwi w głębokim uzależnieniu od przewozów surowców masowych, a przede wszystkim węgla. W dobie transformacji energetycznej zapotrzebowanie na ten surowiec gwałtownie maleje, a rozwijający się segment kontenerowy nie jest w stanie natychmiast wypełnić tej luki. – Na pewno od rządu trzeba wymagać pilnego planu ratunkowego, nie tylko dla PKP Cargo, ale dla całego rynku cargo – zaznacza prezes ZDG TOR.
Prawie 20 miliardów na infrastrukturę
Rok 2026 ma być jednak – według zapewienień PKP – czasem rekordowej ofensywy inwestycyjnej. PKP Polskie Linie Kolejowe zapowiedziały, że nakłady na modernizację infrastruktury sięgną w tym roku nawet 18-20 mld zł, a wartość planowanych przetargów może przekroczyć 30 mld zł. Kluczowym celem jest dalsze usuwanie tzw. wąskich gardeł. Adrian Furgalski wyjaśnia, że o ile w 2004 roku takich krytycznych punktów było aż 7 tysięcy, o tyle w tym roku ich liczba ma spaść do około 1,7 tysiąca.
Inwestycje te mają realnie podnieść konkurencyjność kolei. Dobrym przykładem jest modernizacja linii nadodrzańskiej (CE-59). – To jest właściwie linia dedykowana pociągom towarowym. Dziś często jedziemy tam 50–60 km/h, a po zakończeniu prac wszędzie będziemy mieli podniesioną prędkość do 100 km/h – mówi przewodniczący zarządu RBF.

Piątka dla transportu
Samo poprawienie torów to jednak za mało. Organizacje branżowe w ramach inicjatywy „Piątka dla kolejowego transportu towarowego” domagają się systemowego wsparcia budowy bocznic i terminali intermodalnych. Furgalski zwraca uwagę na absurdalną sytuację, w której nowoczesne centra logistyczne powstają tuż przy liniach kolejowych, a mimo to obsługiwane są wyłącznie przez ciężarówki.
– Razem z innymi organizacjami chcielibyśmy zaproponować trochę kija, trochę marchewki. Bo owszem, załadujemy kontener w porcie w Gdańsku czy Gdyni, ale nie wyrzucimy go przecież w polu, musimy mieć więcej terminali i punktów ładunkowych. Chcemy zaproponować taki program bocznicowy, gdzie na przykład państwo dofinansowałoby połowę kosztów odbudowy czy budowy bocznicy – proponuje ekspert.
Kluczem do sukcesu pozostaje jednak wyrównanie warunków konkurencji. Obecnie opłaty za dostęp do infrastruktury i energię stanowią znaczące obciążenie dla przewoźników, podczas gdy transport drogowy wciąż korzysta z wielu ułatwień. – To bardzo często jest podkreślane przez przewoźników kolejowych, że nie mają równych szans konkurencji z transportem drogowym, skoro my za każdy metr torów kolejowych musimy zapłacić, a drogowcy raptem za 5 tys. z kawałkiem – podsumowuje prezes RBF.
(Informacja własna/Newseria)
Masz pytania dotyczące branży? Nurtuje Cię jakiś temat? Masz ciekawego newsa, lub pomysł na artykuł? Chciałbyś pojawić się na łamach TSL Biznes? Napisz do nas a my skontaktujemy się z Tobą!